Tomasz Gollob to postać nietuzinkowa w światowym żużlu. W Polsce jest najbardziej cenionym żużlowcem, jeśli pojawia się młody, utalentowany jeździec to zazwyczaj dodaje się mu etykietkę: Następca Golloba, co tylko świadczy o jego pozycji w czarnym sporcie. Jako jeden z nielicznych w ostatniej dekadzie jeździ bez problemu w każdej edycji Grand Prix, owszem był czas, kiedy miał lekką zniżkę formy ale to, i tak pozwalało mu osiągnąć przystępne wyniki, gwarantujące mu awans do następnej edycji.
Mało kto, wyobraża sobie kadrę prowadzoną przez Marka Cieślaka bez Tomka Golloba. Od kilku lat dzierży z dumą, pozycję kapitana. W każdym sezonie jeździ jakby miał przynajmniej 10 lat mniej, należy mu się szacunek bo potrafi znaleźć motywację, choć zdobył prawie już wszystko, co jest możliwe na żużlu. Choć brakuje mu upragnionego tytułu mistrza świata, w 1999 roku zatrzymał go makabrycznie wyglądający wypadek, jak okazało się później, nie dostał już lepszej okazji do zdobycia tytułu.
Czego nie zdobył indywidualnie, powetował sobie to w drużynie aż cztery razy, prócz czterech złotych medali, ma też tyle samo krążków ale srebrnego kruszcu.
Tydzień temu zdobył złoto w finale DPŚ, który odbył się Lesznie. Drużyna wystąpiła w składzie: Jarosław Hampel, Krzysztof Kasprzak, Adrian Miedziński, Piotr Protasiewicz oraz Tomasz Gollob (c). Choć zdobył tylko 6 punktów, to właśnie on startował w ostatnim biegu, który decydował o Pucharze Ove Fundina, który miał powędrować do Australii bądź zostać w Lesznie. Przed ostatnim biegiem Tomasz Gollob wsiadł na motocykl Krzysztofa Kasprzaka, jak okazało się, był to strzał w "10". Zawodnik Stali Gorzów wygrał z Leigh'em Adams'em, dzięki czemu Polacy mogli świętować kolejny tytuł mistrzowski. Można było go krytykować, że był tylko 4 siłą drużyny, jednakże tylko on, mógł jedynie wytrzymać presję, która ciążyła na nim. Tomek był bohaterem ostatniego biegu ale właściwym liderem był zawodnik Unii Leszno - Jarosław Hampel.
25 lipca czyli tydzień po złotym Lesznie, Tomasz Gollob stanął przed szansą zdobycia 8 złotego medalu IMP. Miejscem, gdzie najlepsi żużlowcy z Polski się ścigali była MotoArena w Toruniu, czyli najbardziej nowoczesny stadion żużlowy w Europie. Wielkim nieobecnym był Jarosław Hampel, tytułu bronił Adam Skórnicki. Gollob miał szansę i ją wykorzystał. Zdobył 13 punktów w pięciu biegach, dzięki czemu wyprzedził Krzysztofa Kasprzaka oraz Janusza Kołodzieja (Unia Tarnów). O 2 miejscy decydował dodatkowy bieg. Ciekawym momentem była sugestia Tomasza Golloba w kierunku Kasprzaka przed wyjazdem na tor, Gollob pokazywał prawdopodobnie młodszemu koledze z kadry, najbardziej właściwej ścieżki do ścigania. Nie wiem, co powiedział nowy mistrz Polski 2009, ale widocznie podziałało, bo Kasprzak był naprawdę szybki.
Kiedyś pewnie powie: DOŚĆ i będzie to dzień, w którym skończy się pewna epoka polskiego żużla. Może do tego czasu, pojawi się następca Golloba, który będzie potrafił tak jeździć jak tutaj.
Mało kto, wyobraża sobie kadrę prowadzoną przez Marka Cieślaka bez Tomka Golloba. Od kilku lat dzierży z dumą, pozycję kapitana. W każdym sezonie jeździ jakby miał przynajmniej 10 lat mniej, należy mu się szacunek bo potrafi znaleźć motywację, choć zdobył prawie już wszystko, co jest możliwe na żużlu. Choć brakuje mu upragnionego tytułu mistrza świata, w 1999 roku zatrzymał go makabrycznie wyglądający wypadek, jak okazało się później, nie dostał już lepszej okazji do zdobycia tytułu.
Czego nie zdobył indywidualnie, powetował sobie to w drużynie aż cztery razy, prócz czterech złotych medali, ma też tyle samo krążków ale srebrnego kruszcu.
Tydzień temu zdobył złoto w finale DPŚ, który odbył się Lesznie. Drużyna wystąpiła w składzie: Jarosław Hampel, Krzysztof Kasprzak, Adrian Miedziński, Piotr Protasiewicz oraz Tomasz Gollob (c). Choć zdobył tylko 6 punktów, to właśnie on startował w ostatnim biegu, który decydował o Pucharze Ove Fundina, który miał powędrować do Australii bądź zostać w Lesznie. Przed ostatnim biegiem Tomasz Gollob wsiadł na motocykl Krzysztofa Kasprzaka, jak okazało się, był to strzał w "10". Zawodnik Stali Gorzów wygrał z Leigh'em Adams'em, dzięki czemu Polacy mogli świętować kolejny tytuł mistrzowski. Można było go krytykować, że był tylko 4 siłą drużyny, jednakże tylko on, mógł jedynie wytrzymać presję, która ciążyła na nim. Tomek był bohaterem ostatniego biegu ale właściwym liderem był zawodnik Unii Leszno - Jarosław Hampel.
25 lipca czyli tydzień po złotym Lesznie, Tomasz Gollob stanął przed szansą zdobycia 8 złotego medalu IMP. Miejscem, gdzie najlepsi żużlowcy z Polski się ścigali była MotoArena w Toruniu, czyli najbardziej nowoczesny stadion żużlowy w Europie. Wielkim nieobecnym był Jarosław Hampel, tytułu bronił Adam Skórnicki. Gollob miał szansę i ją wykorzystał. Zdobył 13 punktów w pięciu biegach, dzięki czemu wyprzedził Krzysztofa Kasprzaka oraz Janusza Kołodzieja (Unia Tarnów). O 2 miejscy decydował dodatkowy bieg. Ciekawym momentem była sugestia Tomasza Golloba w kierunku Kasprzaka przed wyjazdem na tor, Gollob pokazywał prawdopodobnie młodszemu koledze z kadry, najbardziej właściwej ścieżki do ścigania. Nie wiem, co powiedział nowy mistrz Polski 2009, ale widocznie podziałało, bo Kasprzak był naprawdę szybki.
Kiedyś pewnie powie: DOŚĆ i będzie to dzień, w którym skończy się pewna epoka polskiego żużla. Może do tego czasu, pojawi się następca Golloba, który będzie potrafił tak jeździć jak tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz