W sobotę odbyły się prawdopodobnie najbardziej widowiskowe Derby Europy. Real Madryt przed meczem miał realne szanse aby zbliżyć się do Barcy na jeden punkt. Natomiast FC Barcelona mogła powiększyć przewagę do 7, bądź pozostać przy 4.
W 15 minucie Hiquain dał nadzieję "Królewskim" na dobry wynik. Miłego złego początki, to co się stało za chwilę to mały kataklizm wręcz niemożliwy ale przecież podobno Barcelona to najbardziej widowiskowy zespół, który ma cele, które mierzą się z hegemonią w EUROPIE także.
Barcelonę można porównać do walca, który pięknie wygładził murawę na Santiago Bernabeu. Nawet kiedy prowadzili 2-1, i byli w opałach (bezcenny uśmiech Alvesa po prawie samobójczym trafieniu) to tylko było małe przyśniecie. Henry&Messi dokończyli dziś robotę, zabrakło jeszcze bramki Eto'o ale i tak wynik fantastyczny. Zwycięstwo w Derbach aż 6-2 to nie tylko wynik o wielkości Barcelony ale o pięknie otwartego mimo wszystko futbolu.
W środę podopieczni Guardioli zdają poważniejszy egzamin, bo EUROPEJSKI, tam chcą też udowodnić swą wielkość, jednak Chelsea nie ma aż tak dużej dziury w obronie, aby mogły się tam przedostać podania Messiego np. Na ławce nie siedzi upieczony Kogut lecz twardy Guus Hiddink, który pewnie używa nowszej technologi podobnej do holenderskich kombajnów nijako używanej pod nazwą koszenia rywali kolejnych. Bo Real dziś wyleciał z motyką, która pewnie będzie się im śniła po nocach. No i ten Casillas, naprawdę szkoda mi go, marnuje się w tym Madrycie, a ciepła posadka w United za 2 lata powinna go skusić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz