W sobotę pokazał klasę, przede wszystkim kibicom wygrał pierwszą bitwę z Nickim Pedersenem. Najlepszy żużlowiec ostatniej dekady znów walczy o IMŚ, tym razem to nie Duńczyk, a Jason Crump daje kibicom do zrozumienia, że znów ma ochotę na najwyższe miejsce na podium.
W Lesznie po rundzie zasadniczej miałem dwóch faworytów Jasona oraz Tomka Golloba. Zaskoczeniem była postawa dwóch żużlowców:
IN PLUS: Andreas Johnsson, Szwed zaskoczył pozytywnie wielu kibiców, niebezpieczny do końca.
IN MINUS: Leigh Adams, Kangur nie będzie mógł zaliczyć to GP do udanych widać, że odpoczynek od GP jest Australijczykowi coraz bardziej pomocny. Nikt inny nie zasługuje na mistrza tak jak Leigh. Mówili eksperci, że jeździ zbyt dżentelmeńsko, ostatnio zaczął jeździć z większą werwą ale i tak to nie daje efektów. Natomiast medal tej ważnej imprezy jest nadal w zasięgu.
Tomasz "Gallop" Gollob mógł w sobotę pozwolić sobie na oklaski, to tak w niedzielę mógł jedynie zasłużyć na małą reprymendę. Niestety Najlepszy Żużlowiec poprzedniego sezonu musiał kombinować z motocyklami, które nie mogły wpasować się w swój gorzowski tor. Udał się rewanż Nicki'ego Pedersena, Duńczyk podobno już podczas sobotniego GP odgrażał się Tomkowi podczas ich małej utarczki, że jutro przyjedzie i pokaże mu na co go stać.
Nie były to rzucone na wiatr słowa, Nicki na przekór kibicom dał pokaz mistrzowskiej klasy, komplet 15 punktów przy 14 punktach Grega Hancocka. Częstochowa znów wyrasta na faworyta ligi. Gollob nie znalazł recepty na udany występ i mógł jedynie pomarzyć o dorobku punktowym Mistrza Świata. Zaskoczeniem była odważna jazda Davida Ruuda, który wyróżniał się bardzo pozytywnie na tle pozostałych jeźdźców ze Stali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz